Smok, który wyszedł z rysunku

Kuba narysował smoka. Był zielony i okrągły jak ziemniak. Miał trzy czerwone rogi, pomarańczowe skrzydło, jedno duże oko i różowe serce na samym środku brzucha. Kuba dał mu na imię Franek i powiesił rysunek na ścianie obok łóżka.
– Dobranoc, Franku – powiedział Kuba i zgasił światło.
W środku nocy Kubę obudził jakiś dźwięk. Szuru, szuru. Szuru, szuru.
Kuba zapalił lampkę nocną. Rysunek był pusty. Tam, gdzie powinien być smok, została tylko biała kartka i zielona smuga w jednym rogu. A na podłodze siedział Franek, duży jak kot i zielony jak kredka, i mrugał swoim jedynym okiem.
– Cześć – powiedział Franek. Jego głos brzmiał tak, jakby ktoś szybko przeciągnął kredką po papierze. – Jestem głodny.
– Co jedzą smoki? – szepnął Kuba.
– Kolory – odpowiedział Franek, jakby to było oczywiste.
Kuba wyjął kubek z kredkami. Franek powąchał je i wybrał niebieską. Schrupał ją jak marchewkę, a jego skrzydło od razu zrobiło się błękitne jak niebo. Spróbował nim zamachać. Uniósł się kawałeczek nad podłogę i wylądował na pupie.
– Jeszcze jedno skrzydło – powiedział Franek. – Wtedy będę mógł naprawdę latać.
Kuba chętnie dorysowałby mu drugie skrzydło. Ale w kubku była tylko jedna niebieska kredka, a teraz siedziała w brzuchu Franka. Duże pudełko z kredkami leżało w kuchni.
W przedpokoju było ciemno. Podłoga skrzypiała. Franek skulił się za nogami Kuby.
– Boisz się? – zapytał Kuba.
– Smoki nigdy się nie boją – powiedział Franek drżącym głosem. – Ale lepiej, żebyś ty szedł pierwszy.
Przekradli się przez przedpokój, obok kurtki taty, która w ciemności wyglądała jak troll, aż do kuchni. Pudełko z kredkami stało na stole. Kuba wspiął się na krzesło i wyciągnął po nie rękę.
Nagle coś zabzyczało. Przy samej podłodze zapaliło się małe zielone światełko i coś okrągłego i płaskiego ruszyło prosto na nich.
– POTWÓR! – krzyknął Franek i wskoczył Kubie w ramiona.
To był robot sprzątający. Zwykle jeździł nocą, kiedy wszyscy spali. Buczał, zawracał i wciągał wszystko, co leżało na podłodze. A smok zrobiony z kredki to przecież prawie to samo co okruszki.
– Nie zabierze cię – powiedział Kuba i mocno przytulił Franka. – Obiecuję.
Kuba wyciągnął nogę i popchnął robota w drugą stronę. Ten zabuczał ze zdziwienia, zastanowił się chwilę i odjechał pod kuchenny stół.
Franek podniósł głowę. Serce na jego brzuchu świeciło lekko na różowo.
– Byłeś odważny – powiedział.
– Ty też – odparł Kuba. – Przecież poszedłeś ze mną.
Za kuchennym oknem niebo zaczynało jaśnieć. Franek nagle się zaniepokoił.
– Muszę wrócić do domu, zanim wstanie słońce – powiedział. – Rano rysunek musi być na swojej kartce. Inaczej już nigdy na nią nie wróci.
Pobiegli przez przedpokój, obok kurtki-trolla, prosto do pokoju. Po drodze Franek chwycił niebieską kredkę z pudełka. Wziął rozbieg i wskoczył prosto na białą kartkę. Coś zaszeleściło i już tam był, płaski i nieruchomy, dokładnie tam, gdzie narysował go Kuba.
Kuba wsunął się pod kołdrę i zasnął, zanim jego głowa dotknęła poduszki.
Ale rysunek nie był już całkiem taki sam.
Kiedy tata przyszedł obudzić Kubę, smok na rysunku wyglądał jak dawniej: miał trzy czerwone rogi i różowe serce. Ale skrzydło było niebieskie. A w jednej łapce trzymał małą niebieską kredkę.
– Zmieniłeś coś na rysunku? – zapytał tata.
– Nie – odpowiedział Kuba i się uśmiechnął. – On coś zjadł.
Tego ranka Kuba dokończył rysunek: dodał jeszcze jedno skrzydło, a obok smoka małe łóżko, żeby Franek miał gdzie spać do następnej nocy.
Porozmawiajcie o bajce
- Co by się stało, gdyby twój rysunek pewnej nocy wyszedł z kartki?
- Dlaczego Franek powiedział, że smoki nigdy się nie boją, chociaż cały drżał?
- Jaki kolor zjadłby twój smok i co mógłby potem robić?
Wymyślcie dalszy ciąg
Narysujcie własnego smoka krok po kroku i wymyślcie, co się wydarzy następnej nocy, kiedy wyjdzie z kartki.

